Home

1

 2

3

4

 5

6

7

8

9

Korespondencja

Super Rally-Paliano: SUPERRALLY- 2005 Paliano
Wysłano dnia
18-06-2005 o godz. 09:28:27 przez
cipior
Zloty H-D w Europie


Spóżnione parę słów o imprezie- powodu brak czasu oraz mój opór do klawiatury.
Wyjechałem z Polski samotnie co wcale nie jest wesołe ani mądre.
Miałem tylko oparcie duchowe w Pacjencie który ,, Jakby coś ...."
miał mnie zwlec z trasy oraz z drugiej strony ( po paru kilometrach! )
w Krisie który był już we Włoszech i telefonicznie pytał: - gdzie już jesteś?
Godz 22.30 wyjazd z Krakowa. 24.00
Cieszyn- granica - temperatura na tablicy + 2 st.C.
Zajazd, spóżniony obiadek z góralską herbatką.
Deszcz przeszedł w mokry śnieg.
Trzy godziny czekam na zmianę aury + jedna na herbatkach góralskich.
O godz.04.00 w prezerwatywce przekraczam granicę a już za Wiedniem
mogłem ją zciągnąć na jakieś 200 km. Graz- leje.
Włochy- góry, zimno, leje, znowu stoję bo boli twarz od gradu.
Po 300km znów spaceruję przez godz. bo złapałem się na zasypianiu
za kierownicą - poprostu nudna trasa!
Jadę non stop bez noclegu bo Kris dzwoni! -gdzie jesteś?
No i już w drugiej dobie około 22.30 jestem nad Adriatykiem w Porto Recanati.
Wielka radość- spotkanie z Krisem który już załatwił mi nocleg.
Na miejsce zlotu jeszcze ok. 300km przecinając pasmo górek z białymi szczytami,
pomykają dwa motorki z gośćmi w polarkach.
Uczta dla oczu - widoczki bombowe, średnia przejazdu niewielka bo prawy do lewego
ale naprawdę warto zjechać na boczne drogi.
W okolicach Rimu ( jak mawiają zza wschodniej granicy, a znalazłem na parkingu mapę Włoch
w tym języku która mocno Krisa i mnie ubawiła!)
Zaczęły pojawiać się grupki HD z różnymi rejestracjami.
Zjazd przed Paliano z autostrady został zablokowany przez motocykle z pomocą automatów,
które nie chciały przyjmować kasy, kolejka rosła w błyskawicznym tempie, jedna osoba z obsługi
miotała się między bramkami a krewcy kierowcy TIR- ów już chcieli łamać kości trąbiąc zaciekle
a wreszcie łapiąc gościa uciekającego do swojej budki- musiała być chyba pancerna!
Niezły cyrk, grupy motorków zaczęły przejeżdżać specjalnym pasem bez opłat,
co grozi poważnymi i wymiernymi kłopotami!
Zlot jak zlot. Usytuowany na wzniesieniu, ruda ziemia podnosząca się spod setek jeżdżących motocykli po terenie.
Wszystko było rudo- brązowe a do myjni kolejka jak zwykle!
Czas miło spędzaliśmy w towarzystwie znajomych z Bydgoszczy i Konina.
Dziękujemy miłym Paniom za opiekę kulinarną nad nami a Kolegom za opiekę SPECJALISTYCZNO-ZLOTOWĄ.
Byli lepiej przygotowani od nas gdyż posiadali zaplecze w postaci samochodu.
Wielu znajomych z całej Europy, bardzo miła Czeska grupa ( HDC Brno i Praga )
ekipa z beczkmi własnego Pilznera! - oczywiście w odpowiedniej temperaturze.
Słonko, cieplutko.Teren okrutnie rozwleczony, organizacja i atrakcje wogóle mnie nie powaliły
na kolana- dopiero uczyniło to śniadanie serwowane przez organizatora!!!
Patrzcie na zdjęcia Krisa uważnie bo warto!
Wesoło było , a mając pod ręką w 1/3 Włocha- czyli Krisa, nie można było się nudzić.
Wszelkie utrudnienia i niedogodności wynagradzały pejzaże i wspaniałe towarzystwo Krisa.
Po zakończeniu ''kurzowego zlotu" opuściliśmy strefę Morza Śródziemnego oczywiście innymi trasami
i niestety tunelem 10.200m,   gdyż w górach zeszły lawiny i droga była nieprzejezdna.
Pierwszy raz widziałem znak w tunelu- uwaga opady deszczu na długości 2 km.- a krople miały wagę małego wróbelka!
Zdjęcie w słońcu na tle białych szczytów, tunel, wyjeżdżamy w innej strfie klimatycznej.
Adriatyk. Góry zatrzymują chmury, jest ciemno, mgła i siąpi deszczyk.
W miarę zjeżdżania w dół pogoda poprawia się a w chwili gdy zobaczyliśmy taflę Adriatyku jechaliśmy znów w blasku
zachodzącego słońca, które nadawało bajkowego kolorytu małym osadom przyklejonym do zboczy gór oraz palmom w nadmorskich kurortach.
Najbliższe dni spędziliśmy w siodłach, Kris pokazyawał mi miejsca, które sprawiły że obiecałem wrócić tam jeszcze
w niedalekiej przyszłości w dobrym Towrzystwie i oczywiście z Cipórową, tą lepszą połową,
dzięki której znalazłem się tutaj za co;
BARDZO JEJ DZIĘKUJĘ !
Niestety nadeszła chwiła rozstania i znów samotny powrót longiem bez nocowania,
a od Venecji w deszczu non-stop aż do momentu zamknięcia bramy pod którą siedzi Pacjent
na ostatnim zdjęciu po powrocie z St.Tropez.
Warto jednak było dla widoków i miejsc które zwiedziłem dzięki Krisowi.
Podróże uczą, miałem nawet przyspieszony kurs języka, ale to na ogniskowe bajania przy piwku.
A teraz muszę stwierdzić że dobrze jest mieć dobrych Kolegów!
Dziękuję Pacjentowi za opiekę duchową w czasie wyjazdu.
SZCZEGÓLNE PODZIĘKOWANIA TĄ DROGĄ SKŁADAM NA RĘCE KRISA
ZA WSPANIAŁE PRZYGOTOWANIE TRASY OD POCZĄTKU DO KOŃCA!
ZA OPIEKĘ MERYTORYCZNĄ I DUCHOWĄ,
DZIĘKUJĘ ZA WYROZUMIAŁOŚĆ ( RĄCZKI CAŁUJĘ ) PANI KTÓRA ODPUŚCIŁA MI KOLEGĘ NA PARĘ DNI !!!
WIELKIE DZIĘKI.
Pozostaje mi tylko życzyć Wszystkim podróżowania w towarzystwie Krisa,
który jest dobrym jeżdżcem, kompanem i Kolegą.
Kolegą przez duże K- napewno sie nie zawiodą.
Pozdrawiam wszystkich - Cipiór.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Re:
SUPERRALLY- 2005 Paliano przez Molka dnia 18-06-2005 o godz. 10:23:00
(Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) (IP: 83.16.239.130)

Milutka relacja Cipiórku . Dzięki Ci za nią . Buziaki dla Ciebie i WIELKIEJ Cipiórowej .Molka -----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Re:
SUPERRALLY- 2005 Paliano (Wynik: 1) przez kris dnia 18-06-2005 o godz. 12:38:56

Cipior wywołałeś mnie do tablicy.
Dziękujemy za pochlebne słowa.
Małgorzata z wielką ochotą oddała mnie pod Twoją opiekę na czas wyjazdu na zlot.
Będąc sama w Porto Recanati - robiła to co chciała jak zawsze robi.
Dla niej nic się nie zmieniło. Nudzę się na plaży i na nią nie chodzę.
Podziwiałem Twoją decyzję samotnej jazdy do Włoch w taką pogodę.
Nie ważne, że deszcz, ale ważne to, że w górach o tej porze roku pogoda w nocy potrafi być zerowa temperatura
a przy dużej wilgoci i szybkości po 50 km jesteś cały zchłodzony do niebezpiecznej nie tylko dla kości.
Dlatego te moje częste telefony. Byłem cały czas myślami z Tobą, całą trasę od wyjazdu z Krakowa.
Radość moja była wielka jak około północy na zjeżdzie z autostrady zobaczyłem światło Twojego motocykla.
To mogłeś być tylko Ty. Szybka jazda do Hotelu i abyś mógł szybko zasnąc -  dobre włoskie wino.
O tej porze nocy większość lokali była pozamykana, ale my znależliśmy przytulny lokalik i wychyliliśmy flaszeczkę.
Rano pojechaliśmy do Monte San Giusto do fabryki mojego kolegi Graziano "Denis Club".
Umyliśmy sobie motocykle i próbowaliśmy usunąć wadę w obuwiu Harley-Davidson.
Pierwszy kontakt nowych ludzi z Cipiorek i już wszyscy polubili tego" wypasionego" Polaka!
Może nie takie pierwsze spotkanie z Grazianem, bo w Łodzi była okazja na zapoznanie sie na Moto weteran Bazarze
( Jeździ teraz samochodem Ferrari Testa Rossa w stringach H-D nabytych od Pani Cipiórowej i chwali się o tym nie tylko nam)
Szybko też zdobył sympatię w Hotelu SOLARIUM w Civitanova Marche, gdzie jego właściciel Gianni nie tylko, że obniżył bardzo cenę za noclegi,
to jeszcze wypił z nami stawiając butelkę "John’a Wocker’a - Black".
Nie będę pisał o innych sprawach i ile serc złamał. To widać na zdjęciach w Foto-Galerii z Paliano w części pozlotowej.
Podróż do Ancony, Portonuovo, Conero, Numana, Torre di Palme etc.
Po umuciu motocykli wskoczyliśmy na posiłek do knajpki obok firmy Denis Club" i potem szybko jazda do Paliano
drogami SS - strada statale - droga krajowa - (nigdy autostradą w tych rejonach - strata okazji oglądania pięknych widoków - nuda!).
Szybka jazda nie była, ale w jednym miejscu nie była droga nawet dla takiej prędkości niebezpieczna.
Pamiętasz Cipór przejazd kolejowy z wielkim wybrzuszeniem i zaraz po nim dołkiem?
Zlot jak zlot może tu potem coś opiszę, ale po zlocie Cipór koniecznie chciał jechać tam gdzie było niebezpiecznie i zabronione.
Chciał przeskoczyć "kręgosłup" półwyspu wysokie twory aregozy alpejskiej, skaliste góry pokryte lodowczykami na które spadł
przed tygodniem obficie śnieg.
Dopiero spokojne idługie tłumaczenie tubylców, których spotkaliśmy na stacji benzynowej podczas tankowania,
odwlekło ten szaleńczy zamiar.
W tył zwrot i na autostradę. Po kilkudziesięciu minutach jazdy - parking i ciepłe ubieranko.
Ok. 100 km na wschód od Rzymu wznosi się masyw Gran Sasso d'Italia o wysokości max. 2912 mnpm.
To przecież wyżej niż nasze Karpaty, czy np. Alpy Julijskie w Słowenii. Jedziemy autostradę w kierunku Adriatyku.
Drogę przegradza wysoki mur gór wapiennych przypominających nasze Tatry Zachodnie nad którymi góruje wspaniała
ściana skalna najwyższego szczytu całych Apenin Corno Grande.
W niej tunel długości ponad 10 km - pisał o tym Cipiór.
Ciekaw jestem co robią ci motocykliści, którzy poraz pierwszy ten tunel w ciepłe dni słoneczne chcą przejechać.
Jeśli wjedzie letniaczek wyjedzie - sopelek! To pod ziemią, a nad nią?
Klimat tutaj cechują częste burze bowiem nad górami spotykają się morskie fronty atmosferyczne znad
M. Śródziemnego i Adriatyku. Masyw Gran Sasso d'Italia zbudowany jest podobnie jak całe Apeniny
ze skał wapiennych, a więc pełno jest w nim jaskiń.
Jest to też region aktywny tektonicznie, samo miasto L'Aquila kilkakrotnie w swej historii było niszczone przez trzęsienia ziemi,
stąd cały region jest słabo zaludniony.
Gęsta sieć szlaków turystycznych znajduje się tylko w rejonie Corno Grande, w pozostałych częściach masywu ścieżek
jest mało i są one słabo uczęszczane. Szlaki poprowadzone są o zróżnicowanym poziomie trudności, są łatwe, trudne,
jest też kilka klasycznych "via ferrat". Turystów jest niewielu i nawet wspinaczkę na Corno Grande podejmują nieliczni.
Najwyższy szczyt Apeninów posiada dwie kulminacje; główny (zachodni) szczyt to Vetta Occidentale (2912)
i wschodni - Vetta Orientale (2880).
Bramą wyjściową w góry jest płaskowyż Campo Imperatore ok. 2000 mnpm, który zasłynął podczas II wojny światowej
z brawurowej akcji spadochroniarzy dowodzonych przez Skorzenego, którzy odbili więzionego
Mussoliniego(w znajdującym się tutaj hotelu górskim) po kapitulacji Włoch w 1943 r.
Po przejechaniu tunelu - zaskoczenie. Mgła, deszcz, wiatr....Corno Grande żegna się z nami, czy było nam ze sobą aż tak źle ...?
Wieczorem dojeżdżamy do Civitanova Marche, załatwiamy Hotel dla Cipióra i rozstajemy się aby następnego dnia spotkać się
celem pozwiedzania przepięknych zakątków środkowej części Włoch o nazwie - Marche.
Te kolejne wycieczki do Torre di Palme, Ancona-Conero-Numana-Ancona, Montegranaro-Loreto pomagają nam się
jeszcze bardziej dopasować w jeżdzie na motocyklach i nie tylko.
Cipór jesteś wdzięcznym kompanem w trasie. Przy Tobie człowiek relaksuje się. Jesteś zawsze zadowolony.
To dlatego chciałem umilić Tobie pobyt w rejonie Włoch, który znam ponieważ podróż z Tobą była dla mnie wyróżnieniem
i wielką przyjemnością.
Smutno było jak wyjechałeś. Pognałeś do Polski zostawiając mnie samego na tej obcej ziemi.
Cała przygoda ma dobry koniec i to jest najważniejsze. Już razem jesteśmy, każdy w swoim domu.
Dziękuje bardzo za to, że mogłem sobie z Tobą pojeździć.
Oczekuję następnej okazji wspólnego wypadu.
Dla Pani Cipiórowej wielki ukłon za wyrozumiałość i ciepło kontaktu telefonicznego z nami podczas naszej podróży.
Szkoda, że Cię nie było z nami.
Pozdrawiam Kris